You are currently viewing Dowody naukowe 6: Czym jest świadomość?

Dowody naukowe 6: Czym jest świadomość?

Największą zagadką we wrzechświecie jest… sam człowiek. Naukowcy, którzy z dumą co chwilę ogłaszają kolejne odkrycia i którzy twierdzą, że na Ziemi nie istnieje już zbyt wiele do zrozumienia, wciąż odkrywają nowe organizmy, dziko żyjące plemiona w dżunglach tego świata i nowe (dla nich nowe) prawa natury. Wciąż jednak największą tajemnicą są sami dla siebie. Francis Crick – biochemik, genetyk i biolog molekularny, a przy okazji zdobywca Nobla w dziedzinie biologii i medycyny w 1962 roku, współodkrywca struktury DNA, powiedział kiedyś, że „świadomość to największy nierozwiązany problem w biologii.” Badania naukowe nad świadomością są okresowo – albo chwalone jako „nowa, ostateczna granica” (za wszechświatem i uniwersum Star Trek), albo spychane na margines i określane jako pseudonauka. Co jakiś czas w naukowcach budzi się chęć zbadania i zrozumienia ludzkiego umysłu i tego, skąd właściwie bierze się świadomość i czym jest. Temat okresowo wraca, bo jest pasjonujący. Jak sami za chwilę zobaczymy, świadomość nie ma za wiele wspólnego z umysłem. Za to wszystko odpowiedzialna jest dusza. I tutaj dochodzimy do granicy tego, co dla naukowców jest nie do strawienia, a co dla osób rozwijających się duchowo, mniej lub bardziej, ale jednak naturalne. Nie da się już dłużej ignorować świadomości bez poruszania tematyki duchowości oraz Boga. I coraz łatwiej to nauce udowodnić. Oto dlaczego.

Skąd w człowieku w ogóle bierze się świadomość? W ciągu ostatnich 30 latach neurobiolodzy poszukujący tak zwanych neuronalnych korelatów świadomości (minimalne zestawy stanów lub aktywności neuronów w mózgu, które wystarczają do pojawienia się konkretnego świadomego przeżycia) odkryli całe konstelacje sieci mózgowych które pokazują co się dzieje, kiedy tracimy świadomość. Dzisiaj dysponują ogromnymi zbiorami informacji i danych i coraz mocniej wkraczają w metafizykę, a przez swoich kolegów oskarżani są o uprawianie pseudonauki.

Czym jest świadomość? Nauka a duchowość

Świadomość tak naprawdę jest wszystkim tym, co znasz i do czego możesz się odwołać. Wspomnienie z przeszłości, zapach porannego pieczywa, przypomnienie w telefonie o spotkaniu, głos znajomej Ci osoby, tekst piosenki który sam wpada do ucha kiedy słyszysz ją w radiu. Najprostsza możliwa definicja świadomości jest taka, że jest nią wszystko, co mieści się w Twoim postrzeganiu. Po prostu. To właśnie dlatego dla niektórych nawet my, w HYPNOVERSE, nie jesteśmy godni miana osób pracujących w energiach.  O sceptykach i naukowym „betonie” już nawet nie wspominając. No bo jak to? Hipnoza przez internet? Wspomaganie uzdrawiania i relaksacja człowieka bez jego fizycznej obecności w tym samym pomieszczeniu? Nawet jeśli ktoś rozwija się duchowo i jest świadomy, jest sceptyczny. Ma do tego rzecz jasna prawo, ale wszystko sprowadza się do jednego: do świadomości właśnie. Jeśli to czym się tutaj zajmujemy nie mieści się w wąskich granicach postrzegania danej osoby, znajduje się to poza jego lub jej świadomością. To aż tak proste.

To dlatego właśnie, przez to odwołanie, możliwe są takie metody pomagania ludziom, jak hipnoza. W tym nasze dwie metody hipnozy energetycznej. Świadomość nie ginie, jest nieśmiertelna. A skoro tak, to nasza energetyka i podświadomość, przechowuje pamięć o poprzednich wcieleniach. Przeżyciach, traumach, nierozwiązanych konfliktach. To właśnie dlatego można pracować też z ludzkim ciałem, wspierając procesy zdrowienia organizmu fizycznego. Komórki ludzkiego ciała też mają pamięć (odsyłamy tutaj do poprzednich wpisów „Dowodów naukowych” na naszym blogu)! My w HYPNOVERSE zwyczajnie w świecie odczytujemy te zapisy i wiemy dodatkowo, jak z nimi pracować, by pomóc. A to wymaga wprawy. Czasu, wiedzy, doświadczenia. I to jest również to, czego część osób (zwłaszcza komentujących nasze wywiady na YT), dalej nie rozumie. Zwiększanie ludzkiej świadomości, proces rozwoju duchowego, jest właśnie tym – procesem. To dlatego nie jesteś w stanie, po obejrzeniu dowolnego naszego filmu czy przeczytaniu materiału takiego jak ten, samodzielnie się uzdrowić w sekundę. To wymaga pracy ze zwiększeniem Twojego potencjału świadomości. Tego, do czego jesteś w stanie się odwołać. Tego, co jesteś w stanie ze swoją świadomością zrobić, jak jej użyć.

Neuronauka (w myśl swojej nieśmiertelnej naukowej zasady, by komplikować rzeczy proste i budować na tej podstawie wymyślne, wydumane modele) rozłożyła świadomość na trzy części: czuwanie, wewnętrzną świadomość i połączenie ze światem. Neurofizjolog z Milanu, nazwiskiem Marcello Massimini, mówi o mózgu tak:

To coś o wyraźnych granicach, o określonej wadze, trochę jak tofu. Niezbyt elegancki, a jednak wewnątrz tego obiektu który można wziąć do ręki, mieści się cały wszechświat.

I to właśnie jest błąd nauki. Neuronaukowcy i nauka w ogóle, próbuje jak zawsze zmierzyć i zwarzyć cały świat. Powiązać i umiejscowić procesy świadomości w ramach jednego narządu, mózgu, co nie jest prawidłowe (o tym uczę na kursie, gdzie więcej na ten temat, także w praktyce). Kiedy myślimy, tworzymy obrazy mentalne. Tworzymy także sztukę, chociaż tutaj już przede wszystkim przez czucie. I tutaj nauka radzi sobie z tym jak potrafi, próbując tworzyć pomost między tym racjonalnym, a nieracjonalnym rozdźwiękiem. Twierdzi, że dusza lub umysł nie jest zbudowany z tego samego co nasze fizyczne ciało (o tym jak jest naprawdę, także uczę i mam na to twarde naukowe dowody z odkryć ostatnich lat!).

Thomas Willis już w 1664 roku, w dziele „Cerebri anatome” wykazał, że kora mózgowa i istota szara w mózgu odpowiadają za myślenie. Kartezjusz wyprowadził wniosek, że szyszynka to łącznik ciała ze świadomością, a dwaj XIX-wieczni naukowcy Paul Broca i Carl Wernicki udowodnili, że uszkodzenia konkretnych obszarów mózgu niszczą niektóre aspekty świadomości. Od tego momentu nauka się zracjonalizowała, stała nieznośnie wręcz materialistyczna i… na wskroś nieprawidłowa. Do tego stopnia, że do dzisiaj, niestety, część naukowców i wyznawców jedynie materialistycznej koncepcji wszechświata, nazywa się „bękartami Kartezjusza”, czyli spadkobiercami tego sposobu podejścia. Nie jest to niestety eleganckie, ale adekwatne.

O tym, że pojęcie świadomości ewidentnie się akademickiej nauce wymyka, świadczą chociażby badania korelatów neuronalnych wzroku z lat 90. XX wieku. Okazuje się, że świadomość wzrokowa… tak średnio jest powiązana ze wzrokiem. Jak to możliwe? Otóż obszary przetwarzania sensorycznego (czyli to, co dociera do naszego mózgu przez zmysł wzroku) zawierają ogrom informacji do których nasza świadomość… nie ma dostępu. A nie ma dlatego, i tutaj już cała na biało wchodzi duchowość, bo zwyczajnie byśmy oszaleli. Wyobrażacie sobie Państwo jednoczesne widzenie światła słonecznego, podczerwieni, ultrafioletu, pełnego spektrum częstotliwości światła? Człowiek jeszcze nie jest na to przygotowany i nawet zwierzęta nie widzą i nie odbierają wszystkiego. Chociaż są bardzo wrażliwe wyjątki, jak koty, które zachowują się specyficznie, gdy wyczuwają obecność obcej, niewidzialnej energii w domu. Dlaczego my tego wszystkiego nie widzimy, nie odczuwamy? Da się, ale znowu – wymaga to treningu świadomości. Gotowości, naszego przygotowania.

Naukowcy mają aż 29 (tak, to nie pomyłka!) teorii tego, czym jest i jak działa świadomość. Najbardziej popularna z nich to teoria „globalnej przestrzeni roboczej neuronów” (global neuronal workspace theory, GNWT). Zgodnie z nią, świadomość jest pewną sceną. Gdy jakiś sygnał, ktoś lub coś wkracza do naszej świadomości (słowo, myśl, dźwięk – rozmowa, brzęczenie lodówki, znajoma piosenka, itd.) pojawia się na tej scenie i jest oświetlone reflektorem. Jak w teatrze, by można było to zobaczyć. A cała reszta sceny, czyli podświadomość? Tonie w ciemnościach i czeka na wywołanie. Gdybyśmy wywołali wszystko na raz, zostalibyśmy tak przebodźcowani, że nie poradzilibyśmy sobie z tym. Teraz rozumiesz, dlaczego nie pamiętasz wszystkich swoich wcieleń? W myśl tej teorii to co jest oświetlone na scenie, jest następnie rozsyłane po mózgu, który steruje już naszym działaniem, uwagą, procesami biologicznymi (auto na pasach dla pieszych to zagrożenie – uciekaj, piosenka w radiu przyjemna – słuchaj). Teoria arcyciekawa, ale jest z nią mały problem. Według nauki świadomość znajduje się w mózgu, a on kreuje świadomość. Co jest nieprawdą, o czym przekonamy się w dalszej części lektury.

W kontrze do powyższej istnieje bardzo ciekawa (chociaż i tak nieprawidłowa) zintegrowana teoria informacji (integrated information theory, IIT). Zgodnie z nią, a jest to projekt matematyczno-filozoficzny (sic!) świadomość nie zaczyna się od mózgu (brawo!). Tutaj punktem wyjścia jest sama świadomość i obserwowanie jej samej, a następnie dopasowywanie lub tworzenie takiego modelu (już mniejsze brawa…) który pomógłby to wyjaśnić. ITT zakłada, że w dowolnej chwili jesteśmy w stanie doświadczać wielu rzeczy jednocześnie (wszechświaty równoległe pozdrawiają), a nasz umysł je porządkuje sprawiając, że to co nazywamy doświadczeniem, objawia się nam jako zintegrowany strumień świadomości. Teoria ITT zakłada, uwaga!, że świadomość może istnieć także poza systemami żywymi. W tym na przykład w materii nieożywionej, co akurat jest prawdą. Mieliśmy już takie sesje z naszymi klientami, gdzie ludzie w poprzednich wcieleniach byli na przykład ziarenkiem piasku obmywanym przez morze, albo rośliną, a w podświadomości mieli programy „nic ode mnie nie zależy”.

Podczas konferencji naukowej w Nowym Jorku, która odbyła się w 2023 roku, ogłoszono wyniki dużego projektu badawczego, gdzie zestawiono ze sobą GNWT oraz IIT. W projekcie skupiono się na technikach pomiarowych, chcąc niemal dosłownie „zmierzyć i zwarzyć” świadomość. W środowisku zawrzało, a badacze do dzisiaj są zagubieni. Oto, co się stało.

Naukowcy chcieli zbadać co się właściwie dzieje w mózgu, kiedy dany obraz jest postrzegany, a kiedy nie jest. Zwolennicy obu teorii wyszli z konferencji mocno niezadowoleni. ITT zakłada, że świadomość wynika z aktywności elektrycznej w tylnej części mózgu. Ta strefa ma się znajdować na skrzyżowaniu wielu sieci neuronowych związanych z przetwarzaniem bodźców zmysłowych. GNWT z kolei zakłada, że bodziec, na przykład obraz, osiąga „poziom świadomości” dopiero wtedy, gdy dochodzi do „zapłonu” w globalnej przestrzeni roboczej zlokalizowanej w przednich partiach mózgu. Takich jak kora przedczołowa, odpowiedzialna za planowanie i podejmowanie decyzji. Czyli – świadomość się włącza dopiero wtedy, gdy przekręcasz kluczyk w stacyjce, jak w aucie.

Co pokazały wyniki badań? Owszem, w tylnej przestrzeni mózgu pojawia się aktywność związana ze świadomym postrzeganiem, ale sieci w tym obszarze nie były zorganizowane w sposób, w jaki przewiduje to teoria IIT. Z kolei w korze przedczołowej odnotowywano sygnały w momencie prezentacji obrazu, ale nie pojawił się ponownie przy jego usuwaniu. Wbrew temu, co przewiduje GNWT. Z naukowego na nasze – to jest to, o czym mówimy w HYPNOVERSE. To, co raz zostanie wrzucone do podświadomości, która zachowuje się jak zlew kuchenny, to już tam zostaje. Trzeba bardzo uważać na swoje myśli, emocje i uczucia, bo z czasem i tak te, które generują nasze traumy, trzeba będzie stamtąd usunąć (przekonania) i uzdrowić (traumy). I nie ma to za wiele wspólnego z mózgiem jako takim, bo bank pamięci ma dusza, a nie mózg.

Badacze zaczęli się kłócić, wyzywać od szarlatanów i znowu niewiele zabrakło do tego, by badania nad świadomością po raz kolejny zawieszono na kołku. Dokładnie w momencie, gdy rodzi się temat świadomości i autonomii sztucznej inteligencji. Niezwykle niebezpieczne, o czym ostrzegamy, bo ludzkość nie jest jeszcze na to gotowa i obecne użycie sztucznej inteligencji to zabawa w Boga przy nader skromnym zapleczu świadomości i moralności w skali globalnej.

To jaką długą drogę przez ostatnich 200 lat przeszła ludzkość i to w tempie przyspieszonym, pokazują słowa Kristin Andrews, filozof badającej umysły zwierząt na Uniwersytecie Nowego Jorku:

Kiedy zaczynałam studia doktoranckie w latach 90. XX wieku, stwierdzenie, że szympansy nie są świadome, było domyślnym stanowiskiem wielu naukowców.

To zabawne, bo w tej samej dekadzie zaczęto prowadzić badania na małpach laboratoryjnych, które wykazały, że można je badać w sposób niemożliwy (haha) do przeprowadzenia z ludźmi. Mało tego. Po podpisaniu tak zwanej Deklaracji z Cambridge (po roku 2012) w sprawie świadomości, odkryto, że wszystkie ssaki i niektóre ptaki, są prawdopodobnie istotami czującymi. Prawdopodobnie? Rozczulające… Czy któryś z tych naukowców ma w domu zwierzaka, któremu niechcąco nastąpił na łapkę albo widział, jak się zachowuje zwierzę, kiedy się do człowieka przytula albo prosi o jedzenie? Jak odżywają zwierzaki ze schroniska, które ze smutnych i osowiałych, w ciepłych ludzkich domach stają się radosne? Do tego nie trzeba nauki, tylko elementarnej ludzkiej wrażliwości i spojrzenia innej istocie w oczy…
Było ciekawie? Spokojnie, dopiero się rozgrzewamy…

Kilka dodatkowych faktów jako baza

Zanim przejdziemy dalej, kilka dodatkowych faktów. 0,5 sekundy. Tyle potrzebuje mózg, żeby przetworzyć bodźce i wygenerować reakcje. Zagrożenie na pasach dla Twojego dziecka ze strony samochodu? W dokładnie pół sekundy wiesz, że należy odskoczyć i żeby się chronić, robisz to automatycznie. Żeby podnieść cukierka albo tabletkę do ust, zaangażowanych jest mnóstwo systemów w mózgu. Odpowiedzialnych za całą sekwencję: ręka opadająca w dół, złapanie i podniesienie, uniesienie do ust, włożenie do ust, ssanie lub połknięcie, przetworzenie, rozpuszczenie, wydalenie. Kto się na co dzień zastanawia jak działa oddychanie (tego też uczę, bo tu konieczna jest świadomość!) albo jak to wygląda przy podnoszeniu cukierka? Nikt, robimy to automatycznie.

Idąc dalej: zdarzyło Ci się kiedyś „czuć na sobie” spojrzenie innej osoby, mimo, że stałeś albo stałaś do tego człowieka tyłem? Albo przewidzieć coś, co za chwilę się zdarzyło? No ba, każdemu się zdarzyło. To są właśnie umiejętności nazywane do dzisiaj mocno niefortunnie „paranormalnymi”, a które jak najbardziej są naturalne. Ma je każdy z nas i można je skutecznie rozwijać (tak, tego też uczę). Niektórzy naukowcy (błędnie, to nie ma nic wspólnego z mózgiem) uważają, że mózg posiada umiejętności prekognitywne, czyli umożliwia widzenie przyszłości. Uważają, że ma to związek z przypływem sygnałów między synapsami, by mózg „dotrzymywał kroku” wydarzeniom w rzeczywistości. Ich zdaniem, to interpretacja wydarzeń, stąd tylko wrażenie, że widzimy coś, co zdarzy się za chwilę. My naturalnie wiemy o tym, że to tylko naukowa próba wyjaśnienia czegoś, czego tysiące osób codziennie doświadcza na własnej skórze. Jeżeli faktycznie by tak było, to jak wyjaśnić fakt, że przy całym, niesłychanym skomplikowaniu umysłu, aż 75%  jego składu (!) to tak naprawdę zwykła… woda? W rzeczywistości jest jeszcze inaczej, a sama materia nie składa się z tego, co myślimy i jest zbudowana zupełnie inaczej, ale taką wiedzę przekazuję osobom, które chcą iść w duchowości dalej.

Przy całym tym skomplikowaniu (i wodzie), mózg to jakieś 100 mld (!) neuronów, z czego „tylko” 20 mld zlokalizowanych jest w korze mózgowej. I wiecie, wszystko to powstało samo z siebie, bo Bóg jako czynnik stwarzający tak genialne rzeczy jak skomplikowanie wszechświata, ludzki mózg, umysł i to, że w ogóle to wszystko trzyma się w kupie i się nie rozpada, nie jest potrzebny. Metafora tornada, które przechodzi nad wysypiskiem śmieci i przypadkiem wypluwa z siebie gotowy i perfekcyjnie pomalowany, nowy i działający samochód. Ależ jasne, dokładnie tak to wygląda w rzeczywistości… Materializm jest w stanie wyjaśnić wszystko i nie potrzeba tutaj Boga, a tym bardziej „nawiedzonych” ludzi od duchowości.

No dobra… Tylko jak wyjaśnić to, do czego właśnie dotarliśmy?

Świadomości NIE DA się wyjaśnić bez duchowości

W 1991 roku Daniel Clement Dennett III, amerykański filozof i profesor na  Uniwersytecie Tufta (przy okazji fanatyczny wręcz ateista) opublikował książkę „Świadomość wyjaśniona” (haha). Porównał on mózg do komputera, wykonującego tylko instrukcje. Skąd bierze te instrukcje, tego już nie wyjaśnił, rzecz jasna, bo i po co. Uznał, że nie ma czegoś takiego jak świadomość, bo jest to tylko pojęcie kulturowe, wytwarzane jedynie przez mózg. Innymi słowy: mózg tworzy iluzję. I tutaj – uwaga, uwaga! – nieświadomie miał rację. Aby zrównoważyć swoje prawidłowe odkrycie, zabłysnął kolejną perełką zgodnie z którą, jeśli rzeczywistość to iluzja, to nie ponosimy odpowiedzialności za własne czyny. To chyba nie wymaga komentarza…

Robert Penrose, powszechnie znany laureat nagrody Nobla z fizyki za 2020 rok, mocno skrytykował to podejście. Instrukcje dla komputera to co innego niż instrukcje dla mózgu, a komputer nie jest w stanie odwzorować zachowania człowieka (jeszcze nie, ale będzie to możliwe, niestety). Penrose słusznie uważa, że mózg jest stworzony do rejestrowania i przetwarzania świadomości, ale jej nie wytwarza. Dlaczego tak jest? Pamiętasz uwagę o przebodźcowaniu? Ludzkie oko widzi światło w zakresie od 400 do 750 THz, co odpowiada długości fali od 380 do 750 nm. To maleńki wycinek pasma promieniowania elektromagnetycznego, obejmującego w zasadzie wszystko – od fal radiowych po promienie gamma. I teraz obejrzyj sobie, drogi Czytelniku tego bloga, moje wywiady wideo, gdzie jasno i wyraźnie wręcz „tłukłem” temat elektromagnetyzmu, a we wpisach blogowych pokazywałem dowody związane z tą tematyką (są dostępne w naszym cyklu „Dowody naukowe”). Jeżeli się pobawimy i przyjmiemy, że zakres widocznego dla nas spektrum światła ma 1,5 metra, to to, czego nie widzimy ma zakres… 100.000 kilometrów. To tak, jakby mrówka „wiedziała wszystko” i wypowiadała się z nieznośną pewnością siebie o składzie chemicznym Marsa. Metafora tornado i wysypiska śmieci.

No dobra, ale co z tym wspólnego ma duchowość? Nauka dokumentuje przypadki pacjentów, którym na skutek chorób lub wypadków wycięto nawet duże fragmenty mózgu, a oni… żyli dalej, w pełni sprawni, jakby nigdy nic. Ludzie zachowywali swoje wspomnienia i zdolności motoryczne, a nawet rozwijali swoje talenty intelektualne i innego rodzaju. W powszechnie znanym magazynie „The Lancet” w 2002 roku ukazał się materiał trzech amerykańskich neurochirurgów: Borgesteina, Grootendorsta i Leona-Sariento. Opisali przypadek 3-letniej (!) dziewczynki, której na skutek chronicznego zapalenia mózgu i ataków epilepsji, wycięto całą lewą półkulę mózgu. Przewidywania? Niedorozwój językowy, paraliż połowy ciała i utrata wzroku w jednym oku. Rzeczywistość? Kobieta ukończyła studia na kierunku powiązanym z matematyką, ma talent do języków obcych i jest w pełni sprawna intelektualnie i fizycznie. Mało tego. W 2014 roku opisano przypadek 24-letniej kobiety o której nie tylko wykryto brak móżdżku w czaszce, ale także… całkowity brak obu półkul mózgu. Inny przypadek, czasopismo „Science” i rok 1981. W artykule „Czy mózg jest rzeczywiście niezbędny?” omawia się sytuację pacjenta z dużym wodogłowiem, brakiem 95% tkanki mózgowej i ciężarem resztek mózgu 15 razy mniejszym (!) niż u zdrowego człowieka.  A mimo to ta osoba miała iloraz inteligencji na poziomie 126. To wszystko pokazuje, że świadomość jest niezależna od mózgu.

Świadomość to fizyka kwantowa

I teraz trzymajcie się mocno. Odpowiedź na pytanie czym tak naprawdę jest świadomość, nie kryje się w biologii, ale w fizyce. A konkretnie – w fizyce kwantowej. Dlatego uczę ludzi połączenia jednego z drugim, bo w wymiarze czysto duchowym i czysto materialnym, to jedno i to samo. Naukowcy w końcu się budzą i zaczynają to potwierdzać.

Już w XIX wieku niemiecki uczony Hermann von Helmholtz (lekarz, filozof, fizjolog i fizyk) odkrył, że temperatura w łydkach żab rośnie, gdy te się napinają. To niepozorne odkrycie jest jednym z kluczy do fizyki kwantowej. Mówi o tym, że energia nigdy nie ginie, tylko zmienia swoją formę. Z naukowego na nasze: gdy umieramy, dusza wychodzi z ciała, bo świadomość to nie jest mózg. Nie ma tu miejsca na bardzo szczegółowe wywody, więc w ogromnym skrócie: Helmholtz odkrył też, że mózg tak naprawdę rejestruje, ale przede wszystkim przetwarza, interpretuje i wręcz cenzuruje rzeczywistość. Po naszemu: tworzy swoją własną rzeczywistość. Zgodnie z poziomem świadomości. To dlatego jedni mogą manifestować to czego chcą w sekundę, a drudzy, nawet jak wiedzą jak, tego efektu nie osiągają. Każdy jest odpowiedzialny za swoją rzeczywistość i każdy ją tworzy po swojemu, w każdej sekundzie swojego życia. Helmholtz „odkrył”, a tak naprawdę potwierdził prawdę znaną starożytnym: energia nie może powstać z niczego, ani nie może przestać istnieć. Jest wieczna i tylko nieustannie zmienia swoją formę lub przepływa między ciałami (ziarenko piasku i człowiek, gdy świadomość jest już tak zaawansowana, że może się w człowieka wcielić).

W swojej książce „Structural Qualia: A solution to the hard problem of conciousness” Kristian Lourtiss z Uniwersytetu Helsińskiego wyciąga wniosek, że na ukrytym poziomie pamięci, w mózgu (ehh… znów to samo…) dzieją się nieświadome procesy kojarzenia idei. Inaczej: oczekiwania (manifestacje!) kształtują naszą rzeczywistość. W rzeczywistości oczekiwania bardziej psują efekty manifestacji, ale o tym uczą się moi absolwenci. Psychologia wypracowała nawet pojęcie „koncepcji wewnętrznego obserwatora” który jest głęboko osadzony w naszej świadomości. Jest naszym wewnętrznym świadkiem  – obserwującym nasze zachowania. I to, uwaga, uwaga – także jest zgodne z autentyczną wiedzą duchową. I to starożytną. Nie chodzi tutaj o „wewnętrznego krytyka”, który nieustannie nam podpowiada „nie nadajesz się”, „znowu zrobiłeś źle”, itp. Chodzi o coś zupełnie innego.

Od 1935 roku, za sprawą Einsteina, a od 1964 roku, po potwierdzających jego hipotezy eksperymentach Johna Stewarta Bella, a także od 1982 roku i Alaina Aspecta, wiemy o tak zwanej „naturze nielokalnej”. Czyli: świadomość nie jest przypisana do konkretnego miejsca, tak jak imię do człowieka. Świadomość może podróżować (tzw remote viewers, badania finansowane przez CIA, o tym mówię w wywiadzie dla kanału Polska Mówi, dostępny na naszym blogu).

W 1973 roku australijski neurofizjolog i noblista John Eccles, że odkrył, że nasze poczucie „ja”, czyli odrębności, indywidualności, związane jest z  lewym płatem ciemieniowym i czołowym w mózgu. Innymi słowy: mózg zachowuje się tak, jakby świadomość faktycznie tam została umiejscowiona, ale to złudzenie. Na ogół, w wyniku uszkodzeń, tego typu złudzenie i tożsamość przejmują inne funkcje mózgu. To dlatego, między innymi dlatego, wydaje nam się, że dosłownie „mieszkamy we własnej głowie”. To dlatego na naszych sesjach tak dużo osób ma problemy z czuciem własnych emocji. Są zablokowani, nie przetwarzają ich. Ulegają złudzeniu. Tak naprawdę cząstki niematerialnej świadomości oddziałują na materialne dendrony, czyli struktury w korze mózgowej. Powstaje efekt kwantowy: nielokalna świadomość wpływa na lokalny mózg, poprzez sterowanie prawdopodobieństwem w synapsach. To pozwala świadomości dosłownie sterować materią. Czyli: zasada lustra w duchowości: jeśli uważasz, że coś potrafisz, to rzeczywistość Ci to odbija Twoim życiu. Jeśli uważasz, że jesteś głupi, to na Twojej drodze pojawiają się osoby, które odbijają to przekonanie dokładnie w taki sposób. Niczego nie udowadniają, to nie jest obiektywna rzeczywistość. To Twoja rzeczywistość.

Powtórzmy: świadomość jest nielokalna. Doskonale pokazuje to projekt AWARE („świadomy”) który bada przypadki zachowania świadomości po śmierci klinicznej – zatrzymania działania serca i mózgu. W 2023 roku opublikowano badania w USA, Europie zachodniej i świecie. 25 placówek medycznych na całym świecie, przypadki 526 pacjentów którzy twierdzili, że zachowali świadomość po śmierci ciała fizycznego i udało się ich przywrócić do życia. Do dalszych prac wytypowano 126 osób. Opisali dokładnie wygląd sal operacyjnych i działania lekarzy nad swoim ciałem.

Mało? W 2019 roku czasopismo „Nature” opisało wyniki badań naukowców z uniwersytetu Yale, pod kierownictwem chorwackiego neurobiologa Nenada Sestana. Zakres badań? Przywracanie krążenia i funkcji komórek mózgowych nawet kilka godzin (!) po śmierci. 48 h po śmierci pobrano komórki, a te nadal dzieliły się zupełnie normalnie (!) i zachowały nawet aksony, czyli włókna łączące komórki nerwowe. Energia nie umiera, bo się nie rodzi, jest nieśmiertelna!

Alex Gomez Marin, hiszpański fizyk i neurobiolog, kierownik laboratorium w Instytucie Neurobiologii w Alicante, w 2021 roku przeżył śmierć kliniczną. Jego mózg i serce zatrzymały się na kilka minut podczas niekontrolowanego krwawienia żołądka. Z typowego do bólu, naukowego materialisty, zmienił się pod tym przeżyciu w gorącego orędownika nielokalnej świadomości. Jego życie uległo kompletnej przemianie. Jest nawet przekonany, że zwierzęta także są świadome.

Podsumowanie

Przykłady i badania można mnożyć w nieskończoność. Tutaj tylko pewna reprezentatywna próbka, moi absolwenci mają do dyspozycji wiedzę o jeszcze nowszych badaniach i jeszcze mocniejszych dowodach naukowych, potwierdzających, że materia to iluzja i jest „coś jeszcze”. Renomowane ośrodki naukowe, renomowane w środowisku czasopisma. Przygniatające już wręcz dowody. Co robi nadal większość naukowców, a nawet, o zgrozo, akademicko wykształceni hipnoterapeuci (mamy taki przypadek nawet w Polsce, z litości pominę nazwisko i profil w mediach społecznościowych)?

„Subtelne energie nie mają prawa istnieć, bo tak mówi nauka. Uzdrawianie na odległość to brednie, praca w energiach to oszustwo.” Zakrywanie oczu jak małe dziecko udające, że jak nie będziemy na coś patrzeć, to taka rzecz zniknie, jest naiwne. Zwłaszcza w świecie nauki. Nauka, rzetelna, prawdziwa i uczciwa nauka, u swoich podstaw ma przede wszystkim ciekawość. Przyjęcie do wiadomości, że czegoś się nie wie i uparte parcie do przodu, by zdobyć odpowiedzi. Ale u podstaw tego wszystkiego leży wręcz dziecięca ciekawość świata, a nie równie dziecięce zamykanie oczu. Ilekroć ktoś mówi, że coś nie istnieje, bo „nie udowodniła tego nauka”, pokazuje swoje lenistwo intelektualne i brak chęci do zaktualizowania swojej wiedzy. A jest co aktualizować.

Pokazuje coś jeszcze ważniejszego. Strach i ignorancję, przekształcające się potem w arogancję i rzekomą „wszechwiedzę”. Ja nie mam problemu, żeby w określonych sytuacjach powiedzieć jasno i wyraźnie „nie wiem”. Ale to co wiem, a „troszkę” tego jednak jest, przekształcam w wyjaśnianie mechanizmów działania na sesjach terapeutycznych i na kształcenie innych terapeutów. Za każdym razem, kiedy uciekasz od faktów, ignorujesz tysiące lat ludzkiej wiedzy. To o czym jest ten artykuł, to tak naprawdę stara, bardzo stara wiedza, tylko ubrana w XXI-wieczne szaty medycyny, biologii, neurobiologii, fizyki kwantowej, neuroplastyczności mózgu, psychologii Jungowskiej. Czyli tego, z czego od samego początku w HYPNOVERSE korzystamy.

I dlatego dla osób uparcie negujących fakty, mam szczere i ludzkie współczucie i szacunek wynikający ze zrozumienia, że wyjście z okopanej pozycji naukowej, potrafi niektórym zająć więcej czasu, niż nam, świadomym ludziom, rozwijającym się duchowo. Mamy świadomość tysiącleci, którą sobie przypominamy i na bieżąco rozwijamy. Nie ma się czego bać – dołącz do nas. Pierwszy krok to odważne powiedzenie „nie wiem, ale jestem ciekawy”. To naprawdę tak niewiele…

Źródła:

Scientific American – Świat Nauki marzec 2026 (polska edycja)

Rzeczpospolita Nauka nr 1 2026

Dodaj komentarz